księga gości


2011
listopad
październik
lipiec
maj
kwiecień
styczeń
2010
grudzień
październik
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2009
grudzień
sierpień
2007
marzec



pomysl-ze-to-sen bloguje...

2011-11-30 20:51:43
true.
"Usiłowałam krzyczeć. Ale nie wydałam żadnego dźwięku.
Moje struny głosowe po prostu nie funkcjonowały.
Cała byłam jednym wielkim krzykiem.
Niemym krzykiem, którego nikt nie mógł usłyszeć.."

skomentuj (0)

2011-11-28 09:32:05
addiction.
Jak bardzo jesteśmy uzależnieni od innych osób?
Jak bardzo zachowanie drugiej osoby determinuje nasze?
Czy możemy stać się w pełni wolnymi ludzmi?
Czy nasze postępowanie nie jest tylko skutkiem postępowań naszych rodziców, pewnego rodzaju reakcją?

Jestem przerażona delikatnością , kruchością małego dziecka. Jest jak puste pudełeczko, w które rodzic wkłada różne rozmaitości. Kłopot mają Ci, którzy utworzyli mieszankę wybuchową. Taka bomba wybucha w najmniej oczekiwanych momentach, przeważnie przerywa ciszę i spokój. Zaskakuje i demaskuje.

Co zrobić jednak w sytuacji, w której dziecko wybucha za szybko? Kiedy samo nie jest gotowe na to co przyniósł mu los?
Tym chciałabym zajmować się w przyszłości, pomagać tym najmniejszym, którzy są tylko bogu ducha winni.

Tematem równie ważnym w ostatnich dniach jest dla mnie motyw odgrodzenia emocjonalnego. Jak wysoką ścianę można zbudować wokół siebie? Kto  jest w stanie przebić się przez nią? W końcu czy zburzenie muru nie zburzy życia?

skomentuj (0)

2011-10-04 09:09:13
strach.
Są takie momenty w życiu, które zmuszają do przemiany w małą, bezbronną dziewczynkę. Gdy słyszy się hałas, krzyk, tłuczenie talerzy nic innego nie pozostaje jak schowanie się pod niewidzialną peleryną dzieciństwa. Tylko ona pozwala odizolować się od otoczenia. Wtedy nie ponosimy odpowiedzialności za to co się dzieje, wierzymy, że to wyświetla telewizor, że nie mamy na nic wpływu, że nie możemy stanąć w niczyjej obronie. Jakby na nowo zmuszono nas do nauki mówienia, myślenia. Ta peleryna milczenia daje nam prawo do bycia w swoim małym świecie, który zdążyliśmy wykreować we własnej głowie.

Chciałabym zapadać w sen ziomwy, być z dala od wszystkiego, niczego nieświadomą. W złych chwilach zasyiać, w dobrych się budzić. Mogłabym dać z siebie dwa razy więcej, to był by czas regeneracji. Jednak się nie da. Każdego dnia stawiam czoła horrorowi, który wyświetla moje zyćie, mój prywatny telewizor. I wiecie co? Mam dość, serdecznie dosyć paraliżu, który mną włada.


'Młody człowieku widzę w twoich oczach strach,
Co się stało? Czemu znowu stoisz tutaj całkiem sam?
może powiesz mi na ucho kto Ci zadał tyle ran,
podejdź bliżej nie pozwolę, zebyś już się więcej bał.'

skomentuj (0)

2011-07-23 14:43:09
wybory

Jak bardzo można nie rozumieć życia? W sumie powinnam zapytać czy da się w ogóle pojąć jego sens. Czy życie naprawdę opiera się na wyborach? Mam nieodparte wrażenie, że nie. Fikcyjna możliwość podjęcia decyzji jest pewnego rodzaju opium, do którego uciekamy. Może piszę te słowa, ponieważ łatwiej mi jest pogodzić się z tym jak muszę żyć. Owszem dokonałam wielu wyborów (np. studia), lecz wciąż odczuwam brak swojego ‘lifestyle’. Wszystkie alternatywy były mrzonką. Więc co to za wybór gdy spośród 9 jajek zbitych i 1 całego, wybieram na jajecznicę to nietknięte?

 

Fikcja, mrzonka, ułuda, wymysł.

           



skomentuj (0)

2011-05-27 22:50:53
tyk tyk tyk
Nie wierzę, że na świecie istnieją tacy ludzie. Nie wierzę, że żyją obok mnie, pod jednym dachem. Czy naprawdę każdy posiada mózg? Nie pisze tego w afekcie. To są rozmyślania z kilkunastu lat, dokładnie 13. Znowu chce zacząć zdanie od słów 'nie wierzę', naprawdę nie mieści mi się to w głowie. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała na tyle odwagi i siły, że przejdę nad tym do porządku dziennego. Na tą chwilę ogarnia mnie nienawiść.


Jestem chodzącą bombą.


skomentuj (0)

2011-05-02 23:54:19
Wydmuszka.
Jak można zabić? Strzelając w głowę, w serce. Spowodować powolną śmierć bądź ekspresową. Dosypując specyfik do drinka bądź poderżnąć gardło. Jak te sposoby mają się do zabicia duszy? A no tak, że z martwą duszą można żyć, a z martwym organizmem nie. Jakie zatem jest życie bez duszy? Puste, wolne, smutne, bezbarwne, pospolite, męczące, trudne i odziane w łzy, mnóstwo łez. Ogromny problem sprawia mi określenie własnej tożsamości, sprecyzowanie poglądów i chyba największy wyjaśnienie własnych zachowań. Duszy nie ma, uczuć też. Mam wrażenie, że posadziłam swoje korzenie w wyjałowionej ziemi, z której wyciągnąć mnie może jedynie miłość, bo tylko ona jest w stanie zauważyć, że źle mi tu gdzie sama się zasadziłam. Początkowo podlewałam się, dokarmiałam. Później było tylko gorzej. Robiłam to nieregularnie, nie dbałam o jakość wody, nie interesowało mnie słońce. Korzenie zaczęły schnąć, a jak wiele potrzeba by uschnęły na dobre? Odpowiedam: niewiele. W moim przypadku 50 dni. Jeden powie, że to dużo, ja mówię mało. Zmiana z uśmiechu na łzy, z bieli na czerń, z dnia na noc. 50 krótkich dób, które pozostawiły piętno na całe życie. Jak długie ono będzie?? Ciężko powiedzieć, biorąc pod uwagę fakt, iż nawet zabicie siebie mi nie wychodzi. Nie umiem już walczyć o siebie. Pomimo chęci nie umiem. Sama na polu walki nic nie zdziałam, mogę jedynie pogrążyć się w żałobie po stracie samej siebie. Bo z duszą odchodzi życie, lecz ciało wciąż istnieje. Czy nie powinnam zabić ciała, które i tak już nic pożytecznego zrobić nie potrafi? Może jednak powinno żyć by dawać złudzenie mojego istnienia najbliższym? Prawdziwy ALTRUIZM!! Czy skrajna forma altruizmu nie jest gorsza od egoizmu? Właśnie wpadło mi do głowy słowo idealnie oddające to jak się teraz czuję, czym się stałam: WYDMUSZKA. Tylko kto za tym stoi? Najprawdopodobniej ja sama. Zakochując się pozbawi łam siebie wszelkich wartości wewnętrznych. Mogę sobie wegetować właśnie jak wydmuszka, jak latawiec na wietrze, jak piasek na pustyni. Bezwładnie dawać ponosić się chwili, bez konsekwencji. Dlaczego? Bo to nie ja podejmuje decyzje tylko wiatr, pszczoła, chwast. Jeśli jestem już przy chwastach to pójdę za tą nową myślą. Chwast "zabiera" miejsce innej roślinie, co więcej zabiera składniki odżywcze swoim najbliższym. Tak się właśnie czuję. Wydmuszka, która jednocześnie jest toksycznym chwastem. Tyle, że w dalszym ciągu nie umiem powiedzieć kto za to odpowiada, za tym to znaczy za decyzjami mojej aktualnej egzystencji (bo życiem tego nazwać nie potrafię). Muszę chyba narysować schemat by nadążyć nad tokiem mojego rozumowania. Chociaż i tutaj pojawia się problem. Jestem bardziej wydmuszką czy chwastem? Nie lada wyzwanie... Jestem przerażona torem jaki wybrały dziś moje myśli. Chciałabym od tego uciec, ale jest to niemożliwe. Może marzenie znów wypełni tą wewnętrzną pustke? Mam jedno, więc może dążenie do jego realizacji da mi poczucie satysfakcji?  może nie... Czy warto jest ryzykować? Zawsze moje motto brzmiało 'kto nie ryzykuje ten nie ma' tyle, że teraz nabiera to nowego znaczenia. Po co ryzykować? By zyskać COŚ co okaże się czymś czego tak naprawdę nie pożądaliśmy? Wyłumaczę to na przykładzie:
Wyobraźmy sobie, że całe życie mieliśmy ochotę, pragnienie, marzenie by pojechać do Indii i zobaczyć Tadż Mahal. Gdy już dojechaliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się ładny budynek na tle szeroko rozumianej biedy. Zbieraliśmy na tą podróż pieniądze, czytaliśmy różne artykuły, a naszym oczom ukazał się ŁADNY gmach.
Natalia "na twardo" powiedziałaby, że przynajmniej poznaliśmy prawdę, spełniliśmy marzenie i NIC nie straciliśmy.
Natalia "wydmuszka" pyta po co tyle trudu w to włożyliśmy? a w konsekwencji "po co marzyć?"



skomentuj (3)

2011-04-19 21:11:22
zatracenie.
Pamiętacie chomika w kołowrotku? W woli przypomnienia rok temu pisałam, iż człowiek często staje się chomikiem, który biegnie 'przed siebie' będąc wciąż w miejscu. Dziś znowu nawiedziła mnie ta myśl. Dlaczego popadamy w tryb zatracenia, zapomnienia? Dlaczego JA sama stałam się chomikiem, pomimo ogromnej ostrożności? Czy na prawdę jest to nieuniknione?

Słońce jest jedno,
ziemia jest jedna,
woda niezmienna,
noc wciąż bezsenna.
Powietrze to samo,
herbata znów rano...

Chciałabym zmienić coś, coś co da mi nową energię i wiarę, że życie może być INNE.
Może po prostu wystarczy zmienić siebie?

skomentuj (0)

2011-01-14 21:45:58
nieświadomość.
Czy możemy być świadomi własnej nieświadomości??
Niby zaprzeczenie samo w sobie.. Jednak mam dziwne wrażenie, że można..

skomentuj (1)

2010-12-23 11:03:50
.
  Było kiedyś między nami

Przecież było, proszę pana,
tyle kłótni między nami,
tyle słów płynących łzami. Tyle listów.
Więc to chyba jednak, mój drogi,
nie było znowu takie nic.
Choć w pudełku twoje listy,
a w szufladzie me rysunki,
chociaż dawno zapomniane
śmiechy, żale, pocałunki,
to co było kiedyś między nami
musi sobie jeszcze gdzieś tam żyć.
Ja nie chcę wcale walczyć z czasem, wspomnieniami,
bo w przemijaniu drzemie cały życia smak.
Spojrzę raz tylko i uśmiechnę się - ot tak -
do paru chwil co były kiedyś między nami.
Tyle było wojen, zwycięstw
telefony i piwnice.
Wiele ławek, wiele ulic wieczorami.
I pomyśleć, że nam wtedy
wystarczyło całkiem tak po prostu - być!
Wtedy było, proszę pana,
takie niebo ponad nami
i ulice z kałużami złotych liści...
Więc to chyba jednak, mój drogi,
nie było znowu takie nic.



skomentuj (0)

2010-12-22 23:09:15
'Blue cafe'
Po niepowstrzymane łzy
Nigdy niespełnione sny
Słowa których było brak
Dziś do siebie mamy żal
Wciąż tłumiony w sobie krzyk
Ból co zadrą we mnie tkwił
Strach przed tym co piękne jest
Dziś zapomnieć już chce

Czas nie będzie na nas czekał
Wiec wybaczmy sobie to co było w nas złe
Nie umiem żyć bez ciebie
Teraz dobrze to wiem

Po stracony przez nas czas
W gruzach wymarzony świat
Wojny kto z nas racje miał
Dzisiaj do nas mamy żal
Z niespełnionych marzeń stos
Żalem przepełniony głos
To co tak bolało mnie
dziś zapomnieć już chce



skomentuj (0)

2010-12-22 23:03:20
przemiana
miłość zamieniona w nienawiść
wiara zamieniona w nieufność
łaska zamieniona w małoduszność
szczęście zamienione w smutek

sukces przestaje mieć znaczenie
przyjaźń zmienia swój tor
nadzieja przeradza się w beznadzieję

Dlaczego sprawy proste i logiczne zaczynają wymykać się nam spod kontroli?
Przecież same w sobie są naturalne, szczere..

Czy człowiek, który bratem jest przez całe życie może stac się obcy?
Przecież to całe życie..

Przykro mi jest, tak po prostu przykro, że jestem obca osobie, którą kocham ponad życie.

Ze łzami w oczach,
Natalia.

skomentuj (0)

2010-10-29 21:10:18
'Novika'
I depend on you
When you're down I'm down too
When your up, I'm in heaven
It's not fair but I'm not rebound

Falling in love is easy
Falling out is rather hard
It's a skill very few uses
The rest falls ïnto trap

skomentuj (0)

2010-10-29 17:03:48
słowo dnia
Co zrobić żeby życie nam nie uciekło?
By nie zamieniło się w wieczny zimowy sen?
By na finishu jedyna myśl, która przychodziłaby do głowy brzmiałaby "więcej zrobić już nie mogłam".

Ja postanowiłam żyć według kilku prwdziwych, normalnych zasad

1. Nigdy nie mówię 'zacznę jutro'. Albo dziś albo nigdy.
2. Każdy człowiek wart jest uwagi.
3. Kompromis - żyła złota.
4. Życie to najlepsze co dostać można.

Są też takie, które nie zawsze się sprawdzają. Jednak cudownie mi się z nimi żyje

1. Każdemu na starcie daje -10.
2. Moja racja jest najmojsza, nawet gdyby Twoja była bardziej mojsza niż moja. (kto zrozumie ten przyzna rację)


skomentuj (0)

2010-10-24 02:37:12
idioto.

Naszym życiem kierował przypadek. Od poznania, od spotkania po rozstania. Wciąż ten sam schemat, wciąż ta sama melodia. Gdy nasz wzrok się spotka i rozmawia, nie sposób tych oczu rozdzielić. Za nimi w ślad poszły nasze dłonie i nogi wraz z nimi i serca. Te spacery godzinne, rozmowy wciąż żywe i uściski wiecznie szczere. A znowu razem być tak mi się chce. Od rana, od śniadania myślę więc, jak by to było gdybym się w Twym życiu zjawiła znów.


Gdy Cię spotkam, posadzę, zamknę oczy Twoje i powiem Ci tak

„Wyobraź sobie duży dom, przed nim konia, czworo dzieci, za nim garaż pustką świecił by. Lecz w środku domu my. Po śniadaniu, przed kolacją. Tak po prostu my. Wciąż z nadzieją, wciąż z miłością, wciąż z potężną wiarą. Wierzyć w miłość ponad życie , wierzyć w miłość tak skrycie nam się chce. Bo wiara czyni cuda i na pewno nam się uda razem znów być.. Teraz ona Ci gotuje, teraz ona cię rozpieszcza. Jednak Ty wiesz to co i ja wiem. Ponad wszystko nasza miłość, nasza wiara i nasz upór by znów razem być.”






skomentuj (0)

2010-10-22 13:38:03
.
D
 I
S
S
O
 L
V
 E
D
G
 I
R
L.


skomentuj (0)

2010-08-24 23:35:24
bzdura.
Czym jest umysł bez serca..?
Kim jestem ja bez cienia..?
Czym byłoby życie bez śmierci..?
Czym jest piosenka bez melodii..?

Powiedz mi czym jest Twój umysł bez serca!
Powiedz, czy czujesz się szczęśliwy?

Musimy zniszczyć co mamy by wybudować co chcemy.
Nie wiem sama.
Twoje serce ma bić dla mnie.

Potrzebuję znależć siebie, aby wrócić.
Nie wiem co sprawia, że mój los ignoruje towarzyszące mi dary.
Był bałagan i piosenki o miłości..
Ukryte przyjemności, ignorowane pasje i tajemnice kultur..
Nierozpuszczalne ruchy naszej miłości..


Umysł mówi, że zgubiłam drogę.
Serce wie, że idę ku przeznaczeniu...
Długa droga do miejsca zapłaty.
Muszę płacić za to co brałam, a na co nie zasługiwałam.
Ty jeden wiesz, że moje grzechy są zawsze przy mnie.
Wciąż dajesz i zabierasz, ranisz i łamiesz...
Ty niszczysz i budujesz i nadal wiem,
że Twoja miłość jest nieskończonym szczęściem..



skomentuj (0)

2010-07-25 22:58:19
fail
Jestem po kilku głębszych łykach alkoholowego napoju bogów więc z góry chciałabym przeprosić za ton dzisiejszej notatki. Zauważyłam, że jestem okrutnie monotematyczna. Miłość, miłość i miłość. Ile można o tym pisać? To znaczy ile ja mogę o tym pisać? Bo podejrzewam, że mało kto (rozchodzi się mi o ludzi o podobnym temperamencie do mnie) może mówić o jednym i tym samym. Dlatego dziś popiszę sobie o czymś zupełnie innym, nowym. Jak tylko zejdę na temat miłości, skończę pisać! Obiecuję!

No i stało się, nie umiem zacząć!

Staram się..

Właściwie to jedyny temat jaki mi się nasuwa to (tak dla odmiany) miłość..

Dobranoc

skomentuj (0)

2010-07-07 01:04:46
List

 

.I dont care for your attitude
 you bring me down



Nie wiem jak zacząć ten list, gdy nie wiem jak zacząć zaczynam właśnie w ten sposób. Teraz przeje do meritum, bo nie umiem pisać długich wstępów (zresztą nigdy nie byłam za dobra w przemówieniach).

 

Nie potrafię istnieć w takim związku, z którego żadna ze stron nic nie zyska, a jedna wiele traci. Mówiąc, że jedna traci mam oczywiście na myśli siebie. Tracę całe dnie i noc, myśląc, co u Ciebie, jak Twoje samopoczucie itp. Wiadomo, że przesadzam, taka moja natura.. Pisząc do Ciebie wylałam wino, to chyba z nerwów. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo irytuję się, gdy dochodzi do mnie fakt, że Ty nawet o mnie nie myślisz. Chociaż może i myślisz, ale tylko wtedy, gdy się sama przypominam.. To bez sensu. Nauczę się to akceptować, to znaczy mam nadzieje, że nauczę się z tym żyć. Nic nie stoi na przeszkodzie w końcu. Chociaż może i stoi.. Wiesz, co jest moim problemem? Moja, kurwa, wielka miłość..



skomentuj (0)

2010-07-06 23:13:22
słowo dnia resublimacja

Zbyt często mam wrażenie, że moje ciało zmienia stan skupienia. Właściwie to zmienia je dusza. Jeśli można w ogóle określić, w jakim ona znajduje się stanie to zaryzykowałabym stwierdzenie, że w stałym. Dlaczego w takim razie czuje, że serce zamienia się w kamień, dusza w wodę, a ciało w gaz? Serce przestało pompować krew, jest nieczułe i bezlitosne. Dusza zamienia się w ciesz, dostosowuje się do sytuacja, jest niemrawa, bez zdania. Ciało czuje się przeźroczyste, niewidzialne.

 

Cdn.



skomentuj (0)

2010-07-06 18:27:36
słowo dnia miłość

 

Naiwna wiara, że miłość jest wśród nas.

Naiwna wiara, że można zmienić świat.

Naiwna wiara, że można dotknąć gwiazd.

Naiwna wiara, że czas oszczędzi nas.

 

Afektami Kartezjusz nazwał taki typ przedstawień, a więc stanów świadomości, które nie są ani aktami woli, ani postrzeżeniami i które dusza wywodzi z siebie z samej, nie zaś ze świata zewnętrznego. Afekty są według Kartezjusza swego rodzaju reakcją na zdarzenia w świecie zewnętrznym, a bezpośrednim ich źródłem są „siły życiowe”, które umieszcza Kartezjusz w ludzkiej krwi. Afekty mogą skłaniać człowieka do czynienia zarówno dobra jak i zła, toteż postulował konieczność panowania nad nimi, bowiem tylko wówczas są one dla człowieka użyteczne. Empedokles natomiast uważał, iż mieszanie się niezmiennych żywiołów zachodzi w różnych proporcjach, z czego wynikają różnice w stanie skupienia materii. Cały ten proces przypomina pracę malarza, który na palecie miesza ze sobą różne farby, aby uzyskać odpowiednią barwę. Co jest jednak odpowiedzialne za sam proces mieszania się żywiołów? Dwie naturalne w przyrodzie siły Miłość i Nienawiść, które sprawiają, że elementy przyciągają się i odpychają od siebie.

 

Niesamowite jest to, iż kochając człowieka można go tak bardzo nienawidzić. Kocha się za sam fakt istnienia konkretnej jednostki, a nienawidzi za to, co owa jednostka czyni. Ambiwalencja to odczucie, które w każdym z nas pojawia się przynajmniej raz w życiu. Nie musi być ona skierowana do człowieka (chociaż z całą pewnością jest to najczęściej spotykana okoliczność). W moim życiu zaobserwowałam już dwa razy to nieznośne uczucie. Gdy kochałam i nienawidziłam jednocześnie. O pierwszym mówić nie będę, a o drugim nie potrafię. Jak widać już 400 lat temu wiadomo było, że miłość to afekt. To niepożądany skutek uboczny. Tylko dlaczego tak wiele ludzi go produkuje? Dlaczego człowiek nie odnalazł jeszcze idealnej receptury gdzie skutki uboczne byłyby zminimalizowane? W końcu czy w każdej krwi tkwią „siły życiowe”?

 



skomentuj (0)

2010-05-10 17:29:39
słowo dnia: miłość
"Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość."


Każdemu życzę by poczuł miłość konstruktywną, dającą oddech i natchnienie. Zabierającą smutki i dręczące pytania. Miłości, która uskrzydla, która jest spełniona mimo nie bycia ze sobą.
Życzę także by nigdy nie doświadczył miłości zabijającej, spędzającej sen z powiek i zabraniającej jeść. Ten rodzaj jest najgorszy, jest nieszczery.
Każdemu życzę by potafił cieszyć się ze szczęścia osoby, którą kocha, mimo że nie jest to bezpośrednio jego własne szczęście.


skomentuj (0)

2010-04-06 23:09:45
słowo dnia: BRAK

Nie łatwo jest żyć w czasach tak idealnych, czasach gdzie student może pracować, a emeryt wyjeżdzać za granicę. Nie mówię tu o Polsce ale o całym świecie. Człowiek może się realizować i dążyć do bycia kimś ważnym. Oczywiście jest dużo problemów społecznych, bieda głód, patologia, brak schronienia, ale czy to nie jest ziarno w porównaniu z całą plażą? Człowiek młody może postawić sobie jasny, możliwy do osiągnięcia cel. Może dążyć do niego, może popełniać błędy i je naprawiać. Każdy może żyć tak jak sobie wymarzy, robić to czego pragnie. I tu chyba pies pogrzebany.

Człowiek dochodzi do granicy, przekraczając ją traci wszelkie wartości, jest jak chomik w kołowrotku. Biegnie do celu, do którego nie dotrze. Popada w monotonie i nigdy się nie zorientuje, że to tylko i wyłącznie jego wybór. Będzie żył w złudnym przekonaniu, iż osiąga cos ekstremalnie pięknego. Nie będzie się nawet zastanowił nad tym, że jego życie to pasmo sklonowanych dni i nocy.

 

Spotykając takiego człowieka na próżno jest szukać wspólnych zainteresowań. Człowiek ten stał się już chomikiem, a człowiek wspólnego języka ze zwierzęciem nie znajdzie.

 

Zaczynając dziś ten wątek miałam nadzieję, iż odpowiem sobie na pewne pytanie. Mianowicie zastanawiało mnie komu żyje się lepiej. Nam, wolnym ludziom, czy pokoleniom wojennym. Oni nauczyli się żyć we wspólnocie, każdy dla każdego był bratem. Każdy równy. Łączył ich przede wszystkim wspólny cel. 

 

Dzisiaj natomiast priorytetem jest życie na własną rękę.

Musze się położyć. Piszę dziś w jakiś nieokiełznany sposób a tego nie lubię.

Dobranoc.


skomentuj (0)

2010-04-04 12:54:39
słowo dnia: cierpieć.
Słowiem dzisiejszego dnia nie jest cierpienie, bo to oznaczałoby, że tylko wybrani ulegają takiemu uczuciu. Słowo dnia 'cierpieć'. Każdy z nas ma cierpieć, powienien cierpieć, musi cierpieć, będziędzie cierpieć. Bez wyjątku, bez względu na wiarę, wiek, płeć, statut społeczny. Tak samo jak każdy z nas musi,będzie, powinnien, ma być szcześliwym. Są to uczucia, które nie bez przyczyny sie przeplatają. Naszym zadaniem jest tylko jedno z nich wynieść na ołtarze, wielbić, chwalić a o drugim zaraz zapominać. Osobiście staram sie być optymistką, cieszyć się z najmniejszych rzeczy i usmiechac się na każdym przejaw człowieczeństwa. Może dlatego też jestem ateiską. Z całą pewnością Kościół więcej mówi o cierpieniu i krzywdzie. Lecz mnie to personalnie nie dziwi. Ludzie oddają się Bogu, gdyż to On oddał swe życie za Nich, na krzyżu. Więc bazowanie tejże religi opiera się na męce i smutku. Ciężko mi wywodzić się na ten temat gdyż dla mnie te wszelkie dowody sa nieistotne. Z reguły nie potrafię wierzyc w coś czgeo nie widzę i nie czuję. Uważam, że człowiek wychowuje się w przeświadczeniu, że musi w cos wierzyć, że w chwilach ciężkich i przygnębiających musi powiedzieć 'Boże, pomóż'. Wczoraj pomagając babci dojść do kościoła, usiadłam przy niej by móc asystować jej we stawaniu, patrzyłam na tych wszystlich ludzi. Mimo że byli z całymi rodzinami widziałam, że oddają siebie w 100% w ręce Boga. Wtedy poczułam też ulgę, że oni, jak by się zdawało, samotni podróznicy, mają chwilę spokoju by 'porozmawiać' z najbliższym toważyszem. Ja już tego nie potrzebuję.


skomentuj (1)

2010-04-02 14:33:20
.
Ja nie chce z tobą walczyć z tobą się bić

ja chce tylko żyć, normalnie żyć.

skomentuj (0)

2010-03-30 22:30:59
wola walki.
 

Ciężko jest zrozumieć, co to dokładnie oznacza.

Dla osoby śmiertelnie chorej jest to walka o każdy dzień;

dla studenta, któremu grozi wyrzucenie z uczelni - walka o każdy możliwy termin poprawy;

dla sportowca - walka o każde zwycięstwo.

Można by tak długo wymieniać.

 

Dziś dopadło mnie pytanie związane z moją walką, z moją wolą. Mianowicie sumienie zapytało się mnie, co ja robię dla siebie? O co walczę? Czego pragnę? Odpowiedzią na te pytania były łzy. Wypłynęły prosto z serca, nawet nie raczyły 'zahaczyć' o mózg. Szkoda. Może inaczej podchodziłabym do tej kwestii. Tak właściwie to łzy były konsekwencją pierwszej myśli, która przyszła mi do głowy. Okazało się, że moja walka ogranicza się do zwykłych przyziemnych zagadnień, nic szczególnego. I to mnie w głębi ducha przerosło. To sprawiło, że żywica wylała się z mojego drewnianego, mogłoby się wydawać spróchniałego, serca.



skomentuj (0)

2010-01-20 00:17:04

marzne bez Ciebie.



dziś usiadłam na polu kolorowych snów
nie czując nic
szukałam ognia tych złowrogich lwów
patrzyłam gdzieś
I woda spode mnie wylewała się
szukałam słow
a za mną boa udusić chce


Dzis siedze na rosie
oglądam wczorajszy wschód
a woda zatapia mnie


skomentuj (0)

2010-01-17 22:49:51
słowo dnia: PUSTKA
Odszedł, umarł, zostawił, zapomniał, uwiódł, obiecał, bawił, żartował, kłamał, uśmiechał, tańczył, kochał, cierpiał, tęsknił, pytał, całował, zgadywał, odwoził, pozwalał, lubił, pisał, mówił, dzwonił, zrobił, milczał, płakał, marzył, dziękował.


Odszedł wielki człowiek.
Umarł ideał dzieciństwa.
Zostawił mnie, ich, nadzieję.
Zapomniał o naszym spotkaniu.
Uwiódł mnie, ją.
Obiecał następną kawę.
Bawił się mną, i ze mną.
Żartował zawsze.
Kłamał gdy podnosił lewą brew.
Uśmiechał na mój, jej widok.
Tańczył dla mnie, dla niej.
Kochał zabawę.
Cierpiał na miłość.
Tęsknił za mną, za nią.
Pytał gdy sie wstydził.
Całował mnie, ją gdy nie wiedział co powiedzieć.
Zgadywał nazwiska na plakacie.
Odwoził po każdym spotkaniu.
Pozwalał mi jeść oliwki ze swojego talerza.
Lubił bratki.
Pisał  listy zaa granicy.
Mówił, że nie opuści.
Dzwonił, gdy się spóźniał.
Zrobił tatuaż naszej magicznej liczby.
Milczał gdy płakałam.
Płakał, gdy kroił cebulę.
Marzył o szczęściu.
Dziękował za każde spotkanie.




A teraz tak bez pytania umarł.



skomentuj (1)

2010-01-17 00:58:08
słowo dnia: ODRZUCENIE
Przeprasza. Z góry przepraszam za łzy Twojego serca. Jednak jestem tak egoistycznie zapatrzona w siebie, że muszę Ci to  powiedzieć. Muszę, gdyż dławi mnie to, muszę bo sama sobie z tym nie radzę. Jesteś człowiekiem o którego zawsze będę się martwiła, na któym zawsze będzie mi zależało, który na zawsze zabrał połowę mnie ze sobą. Nie jesteś świadoma jak bardzo obwiniam siebie za wszystkie Twoje niepowodzenia, za Twoje smutki i żale.. Każde Twoje słowo trafia we mnie i przebija na wylot.. Choćbym chciała uniknąć tego wyznania tak bardzo nie potrafię, tak bardzo jestem bezsilna.


''(...)Byłam autoagresywna, panicznie boje sie odrzucenia. (...) A ponoć po porstu boje sie odrzucenia. (...) Wolę odrzucić niż być odrzucona.''

Wiesz, niewiele teraz mogę.. Jedyne co jestem w stanie napisać to przepraszam.


Mam nadzieję, że w tych słowach odnajdziesz uczucie jakim Ciebie darzę. Nie proszę o szansę bo jestem mistrzem pierdolenia ludzkiego życia. Zrozumienie mi dałaś. Chciałabym być dla Ciebie tak ważna jak Ty ważna jesteś dla mnie. Jednak wiem, że straciłam, a właściwie spisałam na straty tą relację. Nigdy sobei nie wybaczę, że pozwoliłam Ci odejść, a właściwie kazałam. Wiem, że odrzucenia boisz się przeze mnie. (mimo tego, że w grę wchodzą również Twoi rodzice, czuję że wiekszą odpowiedzialność ponosze ja). Wiem co zrobiłam źle, teraz prosze Cię byś potraktowała mnie w ten sam sposób. Zasługuje na to.



przepraszam.

Wierzę w Ciebie bo już nie raz dawałaś sobie radę, kiedyś z moją, teraz z innych pomocą.

Pamiętaj, że dla niektórych nadal jesteś wzorem do naśladowania.

Jeśli nie Ty to Twój upór i wiara. Nie trać tego proszę.

Gdy Ty stracisz wiarę, ja stracę marzenia.

skomentuj (0)

2009-12-26 17:18:29
słowo dnia: KOMPAN
Niesamowita potrzeba wyżycia się właśnie mnie spotkała. Dawno tego nie robiłam. Znów siedząc w kawiarni przyszło mi zastanawiać się nad pewnymi, trudnymi kwestiami. Czuje się niesamowicie spełniona mogąc przelewać swoje trapienia na papier. Nie musząc się nimi z nikim dzielić. Tutaj w miejscu gdzie każdy ma swoje problemy, zadania, gdzie każdy pędzi, rozmawia, mogę usiąść, zatrzymać się i po prostu zacząć pisać o tym co boli.

A rani wiele rzeczy, te proste, codzienne jak i te ciężkie, niepowtarzalne. Sytuacje, w których nie potrafimy się odnaleźć, chwile w których nie pamiętamy własnej tożsamości. To wszystko przyprawia nas o nerwy, smutki i zmartwienia. Jednak czy nie powinno nas to uczyć? Nie powinno nas to hartować?

Piszę o tym gdyż jestem świeżo po sytuacji, w której nie potrafiłam się odezwać, zupełnie nie wiedziałam gdzie jestem. Na codzień jestem osobą otwartą, łatwo nawiązującą nowe znajomości. Jednak są chwile nad którymi totalnie nie panuję, co ciekawe to nie jest problem wynikający z mojej natury, humoru czy nastawienia. Jest to raczej natura tej drugiej, zewnętrznej strony. Jest to na przykład sposób wypowiedzi moich współtowarzyszy, bądź samo ich zachowanie. Wiem, wiem jest to normalna kolej rzeczy. Nie każdy człowiek jest odpowiednim kompanem.

Jak juz doszłam do słowa dziesiejszego dnia, nawiążę do przeciwstawnego uczucia, przeciwstawnej emocji jaką jest : szczęście.

Znalezienie odpowiedniego KOMPANA do życia jest niemalże niemożliwym. Jakim problemem jest rozmowa z człowiekiem w porównaniu z życiem z nim.

Nie potrafię sie skupić. cdn.


skomentuj (0)

2009-08-08 22:09:16
słowo dnia: ALTER EGO
--

Zmuszona okolicznościami istniejącymi w moim życiu, zaczęłam zastanawiać się nad pojęciem alter ego.. Czy każdy je ma? Czy to świadomy wybór?  Czy jest to druga, skrajnie sprzeczna strona osobowości? Czy jest to po prostu druga dusza jednego ciała? Która z tych stron wygrywa? Silniejsza, a może ta która ma więcej okazji sie ukazać? Szukam swojego odpowiednika, swojego drugiego ‘ja’ ale nic nie przychodzi mi na myśl.. w każdej chwili myślę o tym samym, mam ochotę na to samo, moje zasady nie ulegają ŻADNEJ zmianie.. A czy jak już spotkamy kogoś z dwoma duszami to czy da się ją pokochać w ten sam sposób? Czy da się szanować jedno jak i drugie wcielenie? Czy nasza druga strona jest nabyta, czy z biegiem czasu i zmian zachodzących w życiu ona do nas przychodzi?

 

 

Nie mam odpowiedzi na ani jedno pytanie z powyżej wymienionych, nie mam i nie znam.. Jednak męczy mnie to zagadnienie bo żyję w świecie gdzie ludzie mają dwie twarze.. Za dnia ortodoksyjni bohaterowie swojego życia, nocą zaś wielcy przegrani..

 

Siedząc nad morzem, wsłuchując się w szum fal, patrząc na unoszące się niczym na wietrze ptaki rozmyślam nad pojęciem wolności. Wiąże się to z tematem ‘alter ego’. Ponieważ nie możemy posiadać dwóch stron i jednocześnie być wolnymi ludźmi. Przecież jesteśmy uzależnieni od tej nieznanej nam strony.. Jesteśmy jakby przywiązani, przywiązani ciałem.

 

Dość tych pytań bez odpowiedzi, racjonalnych odpowiedzi. Czas na porządne rozszyfrowywanie życia. Są momenty w których czujemy, że nasz pewny, stały grunt wymywa nam sie spod stóp. Są momenty w których potrafimy tylko pytać, ale są też takie w których potrafimy znaleźć powiedzieć DOŚĆ i wciąż cieszyć się tak samo pięknym życiem. Boli mnie fakt, że ludzie , jak i ja sama nie potrafię cieszyć się z najprostszych uciech. Z uśmiechu małego dziecka, z sympatii jego matki. Z wolności jaką pokazuje mi ptak i z nieokiełznania którym wywyższa się lew. To są momenty życia których nikt nie potrafi opisać, momenty żyjące własnym rytmem, piszące własną historię.

Może wrócę do wczorajszego tematu, tematu małego dziecka. Właśnie poczułam jego uśmiech i szczęście. Jakaś niesamowita moc we mnie zawitała. Czuję się tutaj naprawdę wolna. Słuchając swojej muzyki, mogąc swobodnie pisać patrząc na niespokojne morze.. Wpadłam w swego rodzaju trans. Trans, w którym przeżywam dwa razy mocniej chwilę, a ta chwila warta jest tego.

Chciałabym tutaj umrzeć, a właściwie chciałabym umrzeć czując się wolną, wolną tak jak teraz jestem. Z  mojego serca ulotniły się zmartwienia wczorajszego dnia, a zawitała nowa nieznana mi energia.  Obym jutro też skończyła szybciej prace, chcę się tak czuć już na zawsze, każdego dnia.

 

No i na koniec temat rzeka, mianowicie miłość:

Otworzyłam okno i otworzyłam moje serce.. Słońce zalało cały pokój, a miłość zalała moją duszę.

For ever only Yours.  

Pierwsza lampka argentyńskiego wina za 8 złotych. Pysznego wina za tylko 8 złotych.  Nie zmienia to nic w moich rozmyśleniach, nadal czuję się wolną istotą, jak nigdy. Zastanawia mnie które momenty zmieniają nas w ludzi czujących, myślących. Mnie zmieniła ta chwila, gdy zimny wiatr muskał moje niezwykle białe ciało, chwila gdy mogłam zaśpiewać swoją piosenkę patrząc na zielonkawo-niebieskie morze, chwila gdy czułam na sobie wzrok zazdrosnych ludzi. Ludzi którzy nigdy nie doznali takiego uniesienia.

Pierwsza kawa za 8,50. Pyszna kawa za tylko 8,50. Niesamowite uczucie,  nie do opisania. Zostało mi 20 minut wolnego pisania, laptop buntuje się ale pewnie  zna chwilę w której powinnam zakończyć swoje rozważania. Na pustej baterii widzę wykrzyknik, niesamowicie mnie to drażni. Tak samo jak drażni mnie pewność siebie kobiety siedzącej w rogu opowiadającej swoim kolegom z licealnych lat o swoim idealnym życiu. Wychodzą, wychodzą na halibuta.

18minut. Zaraz przyjdzie Sylwia. Mogłaby już być. Ona jest nierozerwalną częścią mojej euforii.

15minut. Nastała piękna cisza po wyjściu tej kobiety. Melodia w tle wchodzi we  mnie, dokładnie wchodzi. Świadomie użyłam tego słowa. Wchodzi każdym zakamarkiem mojego ciała, miesza się z krwią i wędruje do serca.

12minut:  jest Sylwia.



skomentuj (0)